Artykul o wyjechanych
juz kolejny, i jak zwykle uzywa slownictea UCIECZKOWEGO
GW jak zwykle przywala "wyjechanym". W jej terminologi ktos kto wyjechal z Polski do kraju X jest uciekinierem. I vice versa.
W tresc artykulu nie wnikam, ale jak zwykle z uwaga czytam komentarze. Jeden z nich jako dosc wywazony przypadl mi do gustu i pozwole sobie Go zacytowac w calosci tutaj.
Caly artykul http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,10431640,120_tysiecy_Polakow_ucieklo_z_zielonej_wyspy.html
no i wspomniany komentarz:IP: 62.173.23.* Gość: nina loska 08.10.11, 16:35
Studia kończyłam za granicą, ale po ich ukończeniu wróciłam do Polski, bo tam chciałam układać sobie życie. W Polsce wytrzymałam dwa lata. Najpierw bardzo długo szukałam pracy, gdy ją w końcu dostałam byłam wniebowzięta, ale euforia trwała krótko. Szybko awansowałam, ale mój awans oznaczał nawał obowiązków, ogromne oczekiwania od pracodawców i duży stres, a gratyfikacja pieniężna prawie żadna. Większość pensji pochłaniał wynajem mieszkania i utrzymanie. Dodam, że moja sytuacja była o tyle łatwiejsza że jestem z dużego miasta gdzie mam całą rodzinę, znajomych i teoretycznie powinno mi być łatwiej. Wyjechałam. Bardzo chciałabym wrócić, bo życie (poza karierą) mam w Polsce fajne, ale niestety nie mam do czego wracać. Tu pracuję kilka szczebli niżej niż w Polsce, ale zarabiam prawie dwa razy tyle i mam fantastyczną atmosferę w pracy. Stać mnie na wynajęcie kilkupokojowego mieszkania w dobrej dzielnicy, hobby, wyjścia, po prostu na normalne życie. Nie wiem czemu u nas jest taka dysproporcja cen do zarobków. Czemu prywatna wizyta u lekarza w Polsce kosztuje 100-150 zł a tu gdzie mieszkam 10 euro? Ja wydawałam prawie wszystko na wynajem mieszkania, rachunki, jedzenie, wizytu u lekarzy. Na wszystko dodatkowe musiałam odkładać, zbierać. W tym miesiącu spodnie i buty, kurtka juz w następnym. Tak żyje większośc moich znajomych która została, szczegónie ci którzy przejechali z innych miast i zmuszeni do wynajmmowania mieszkania. Ale czy to jest życie? Z kolei znajomi z miasta często mieszkają z rodzicami. Kiedyś myslałam że trzeba być strasznym maminsynkiem żeby mieszkać z rodzicami do 30, ale niestety takie są realia. Trzeba wybierać, niezależność oznacza raczej wegetację niż normalne życie.
Ludzie w Polsce przyzwyczaili się już do tego że jest ciężko i to jest norma że zycie kręci się wokół zaspokojenia podstawowych potrzeb, wokól pracy, pieniędzy, rozmów na temat tego co ile kosztuje i gdzie można przyoszczędzić.
Moim zdaniem stąd biorą się wszystkie nasze negatywne cechy, z tego że życie w Polsce to jest raczej walka i ludzie są nią zmęczeni i sfrustrowani. Zachodni sąsiedzi wydają się nam jacyś tacy nieżyciowi, mamy ich za lekkoduchów przychodzi ochota zdzielenia ich liścia za ten ich wieczny uśmieszek przyklejony do twarzy. A oni po prostu podstawowe potrzeby mają zaspokojone i mogą żyć i się spełniać.
Przy okazji mam wielką prośbę do Was, proszę nigdy nie używajcie słów Polactwo i Polaczki. Myslę że większośc negatywnych cech Polaków, które chcecie w ten sposób podkreślić wynika z pewnego rodzaju upodlenia i represji w jakim przyszło żyć wielu pokoleniom Polaków, z tej frustracji i walki. Sami musimy się szanować, bo inaczej skonczymy jak w tym kawale: „Naziści urządzili konkurs- zbiera 10 Żydów i idą na plac, na nim wysoki pal- i mowią do Żydów kto pierwszy sie wespnie na sama gore tego pala, stanie sie prawowitym Żydem. Żydzi sie pchaja deptaja nawzajem nagle jeden sie wspiąl a drugi do niego mowi; PODAJ RĘKĘ bracie: Sp.i.e.dralaj Żydzie!”
P.S. Mam 27 lat i chciałabym do Polski wrócić przed 30.

