RSS feed
<< No to po malborku | Home | Wiem, że nie wiem czyli Irlandczycy mieli łatwiej >>

Spotkanie z Gardą

czyli pierwsze koty za płoty

Po dwóch miesiącach pobytu przypadł mi zaszczyt spotkania ze stróżami prawa.

Nie mówię, że nie z mojej (naszej) winy...

A było to tak:

Wczoraj wcześnie z rana odwoziłem Keitha na lotnisko. Jako że była godzina 7.30 rano to utknęliśmy na N7 z powodu porannych korków.

Nie śpieszyło nam się tak bardzo, jeśli już to bardziej mnie (abym wrócił jak najszybciej i spóźnił się do pracy jak najmniej), ale Keith wpadł na genialny pomysł:
- jedź lewym pasem.

Gwoli wyjaśnienia - lewy pas na autostradzie oddziela się od pozostałych dwóch pasów grubą, ciągłą, białą linią i co kilkaset metrów figuruje na nim wielki biały napis: BUS LANE, BUS/TAXI ONLY.

Aha, dzień wcześniej dopytałem się odkładnie jak wygląda tutaj kwestia jazdy nie swoim autem. Okazuje się, że oprócz ubezpieczenia Auta (powiedzmy, że to nasze AC i OC) jest jeszcze obowiązek ubezpieczenia siebie jako Kierowcy. Nie ma na to polskiego odpowiednika.
Tak więc abym mógł prowadzić samochód Keitha muszę być również ubezpieczony. Jeśli będę miał stłuczkę lub zwykłą kontrolę i okaże się że brakuje mojego  ubezpieczenia - jestem ugotowany. W praktyce jest tak, że Garda sprawdza pobieżnie ubezpieczenia samochodu (są odpowiednie nalepki na szybie) i bardzo rzadko dopytuje się o ubezpieczenie kierowcy.

Ponieważ czas naglił to nie dałem się długo przekonywać do złamania przepisu. Koronny argument był taki, że jeśli będą jakieś problemy to tłumaczymy, że jesteśmy na lewym pasie bo zamierzamy... skręcić w lewo.

Hmm, to głupie było ale dałem się wkręcić w takie ciekawe myślenie ;-)

Zatem z lekką taką niepewnością wykonałem manewr zmiany pasa z jednoczesnym złamaniem przepisów. Ja, Kierowca bez Ubezpieczenia...

No i oczywiście za około kilometr zamachał do nas patrol na motorze.

- czemu jedziesz po lewym pasie?
- tak, wiem, że to nie do końca poprawne ale miałem zamiar skręcać w lewo.
- gdzie? pokaż mi gdzieś tutaj skręt w lewo?
(oczywiście nie było w zasięgu wzroku). Poproszę o prawo jazdy.

Następnie prośba o adres.
No to zaczynam tłumaczyć mój dokładny adres (a ponieważ mieszkam na campusie hotelowym) to adres jest nietypowy. Tłumaczę ale czuję, że Keith szturcha mnie w dyskretny sposób:
- Po co podajesz mu dokładny adres? Mów tylko, że mieszkasz w CityWest Hotel, apartament 39 i już. On prawdopodobnie nie wie gdzie to jest i będzie się wstydził dopytywać.

Faktycznie Gardzista przepisał moje dane z prawa jazdy i oddając stwierdził, że otrzymuję mandat w wysokości 60 Euro. Mandat będzie wysłany na podany przeze mnie adres, oddał prawko i pozwolił jechać dalej.

- No widzisz? Niech sobie wysyłają ten mandat. I tak nie dojdzie. Hihihi.

Ruszając próbowałem wbić się w prawidłowy pas ruchu, ale Keith wspaniałomyślnie stwierdził:
- Po co zjeżdżasz? Jedź już tym lewym pasem - za kilometr skręcamy. Przecież za to zapłaciłeś!
- Nieeeee!

Czuję, że zachowałem się jak cwaniaczek-polaczek. Ewidentnie złamałem przepis i kara jest jak najbardziej słuszna. Zresztą jak ten mandat mimo wszystko dotrze to przedłożę  go Keithowi.

Od przylotu pogoda jest nieprzyzwoicie dobra. Jeszcze chwilę i zacznę myśleć o krótkich spodniach;-) Nikoś przywieziony no to kilka fotek na start. Po południu pod oknem pojawił się kosiarz Umysłów (trawy). Jak co tydzień odbył rajd pod oknem mieszkania:
trawa
trawa
Keith de silva
Tags :


Re: Spotkanie z Gardą

Dostaniesz albo nie dostaniesz, na dwoje babka wrozyla. Zaplac lepiej w terminie, pozniej ticket rosnie, a po jakims czasie dostaniesz wezwanie do sadu. Lepiej omijac takie doswiadczenia.
Poza tym, zgodze sie z Toba: zachowales sie jak polaczek-cwaniaczek :)

Add a comment Send a TrackBack